Zasklepionych rąk
czysty zapach
wyczerpanych słów
Alfabetu ról
tak niewiele
klucz i zamku brak

Nie ma żadnych zdjęć
tylko pamięć chowa to
co jest
Ktoś zbyt bardzo chciał
siłą opanować
własny strach

Ty nie trać z oczu jej
Twój głos złamany
powiedz że to ją i z nią
że nie zmarnujesz żadnej z chwil

W koło amplitud uwikłani
przetrzymacie to
Tylko nie zaniedbuj jej
nie oceniaj zbyt pochopnie

Ty nie trać z oczu jej
Twój głos złamany
powiedz że to ją i z nią
że nie zmarnujesz chwil
Jak drzewo nakarm ją
daj cień i ulecz chorą duszę
Połącz
niebo ziemię
korzeń i koronę
pewny bądź

Dlaczego drzewa nic nie mówią
Płacze się bez słów
i kocha
Ty nie trać z oczu jej
Ty bądź
Ty chroń

Jestem, jestem kamykiem
Lecącym w twoje okno
Stukotem dziobu ptaka
W rytm alfabetu Morse’a
Niepodlewaną ziemią
Złożoną topografią
Stopami, które boso
Przeszły drogi szmat

A gdybyś mógł dzisiaj zamienić się w spadochron
Mogłabym polecieć gdziekolwiek razem z tobą
A gdybyś mógł dzisiaj zamienić się w falochron
Mogłabym być statkiem portem i brzegiem

Mów do mnie mów nieostrożnie
Nie składaj zdań naumyślnie
Pozwól mi wejść w to krążenie
Odżywiać twoje kości

A gdybyś mógł dzisiaj zamienić się w spadochron
Mogłabym polecieć gdziekolwiek razem z tobą
A gdybyś mógł dzisiaj zamienić się w falochron
Mogłabym być statkiem portem i brzegiem

Jestem, jestem kamykiem
Lecącym w twoje okno
Stukotem dziobu ptaka
W rytm alfabetu Morse’a
Niepodlewaną ziemią
Pustym rytuałem

A gdybyś mógł dzisiaj zamienić się w spadochron
Mogłabym polecieć gdziekolwiek razem z tobą
A gdybyś mógł dzisiaj zamienić się w falochron
Mogłabym być statkiem portem i brzegiem

Odprowadzaj mnie
do spokojnych miejsc

Nie szukam niczego więcej
tylko móc pozostać tam
Kim ty tak na prawdę jesteś
ooo

Czy samotnością
można dzielić się

Nie szukam niczego więcej
tylko móc pozostać tam
Ty patrz w oczy nie na ręce

Chmury tulą miasto
szkło wieżowców w szalu
Halucynogenne
źródło mieni się na złoto
Szafowanie czasem
bywa cnotą
Dodaj mi otuchy
zabierz mnie do domu

Dom
dom
dom

Naklej plaster gładź
skrawki serca rozdygotane

Droga pod nogami
krok za krokiem
rok za rokiem

Słowa zasłyszane
choć wyraźniej brzmią
znaczą mniej

Gdyby można było
szybciej odnajdywać
widzieć trochę więcej
słyszeć wszystkie dźwięki

Czy ulotność chwili
lepiej znosić byłoby
niż dziś

Nie wolno ci się bać
wszystko ma swój czas
ty jesteś początkiem
do każdego celu

Auto cnoty
tao
niebo chodzi wokół ziemi
Co przyrodzie daje tyle mocy
i nie istnieje
Działać bez działania
żyć bez przymuszania
dawać otrzymywać
nie wyrywać chwilom

Przemijanie w zgodzie uratuje mnie
dziś wiem

Nie wolno ci się bać

W tylu miastach
tyle ramp dawno zgasłych

Domy stoją aż po dach
w książkach nieczytanych

Niezarysowanych płyt
w alfabetycznym ładzie

Nie zdążyły jeszcze przejść
twym zapachem

Kochana
byłaś byłaś
Niewidzialna przez lata

Moje długie listy
tobie ofiarowane
zawierają słowa nie najlżejsze

Może lepiej niech zostaną nieczytane
teraz i tak to nic ci nie powie

Kochana
byłaś byłaś
Niewidzialna przez lata

Kolejny piątek wieczorem
ponownie w pobliżu soboty
próbuję stanąć na nogi
Prywatna grawitacja
jak sznurkiem przywiązana
przyciąga i oddala mnie
Wyciągam do niej ręce
chcę bliżej i więcej
wciąż za daleko by mieć

On na pewno gdzieś jest
on już moim śladem idzie
kocham go już dziś

Ulatuje myśl
melodia
liście z drzew na ziemi śpią
Uratuję dziś
melodię
wezmę jedną z nich ze sobą spać

Przyglądam sama sobie
smaruję usta miodem
włosy upinam w kok
Mówili w domu o mnie
wiatr na pogodę
dziś spokój dogania mnie

On na pewno gdzieś jest
on już moim śladem idzie
kocham go już dziś

Ulatuje myśl
melodia
liście z drzew na ziemi śpią
Uratuję dziś
melodię
wezmę jedną z nich ze sobą spać

Stale płynne
zachodzenie w głowę
po każdej burzy w szklance wody

Ja wiem…
Dalej dalej chcę
Dalej dalej chcę
dalej

Ciche śluby
chemiczne sploty
schematów mitów masek
jak dorosnąć
i wyrosnąć z nich

Dalej dalej chcę
Dalej dalej chcę
dalej

Zaparz zaparz mi senne zioła
porozmawiaj czule czulej
pokaż mi odniesienia punkty
choleryczna
melancholia
brak proporcji
meandrują sieją zamęt
koleinami nie chcę dalej iść

Ja początkuję
Stale
Zmiennie

Dalej dalej chcę
Dalej dalej chcę
próbować

Biegnę ulicami
światła miasta
niosą mnie do domu spać

Kolejnego rana
ta sama trasa
tramwajem numer dwa

Między zdarzeniami
jedno słowo zamiast zdania
znów mi dasz

Biegnę za myślami
gubię nogi za krokami
co dzień do ciebie gnam

Tyle
Tyle zdarzeń łączy nas
Tyle
Tyle zdarzeń jeszcze łączy nas

Wyobraźnia wolna
od tygodnia nie pozwala
mi spokojnie spać
Gdy kobieta kocha
od ciszy pęka głowa i starzeje twarz
Powrotów nie przewiduję

Tyle
Tyle zdarzeń łączy nas
Tyle
Tyle zdarzeń jeszcze łączy nas

Poszukiwanie
to wszystko w co wyposażono nas
Odnawianie
w duchu dobrych myśli zachowań
Przecież wiem
do końca trzeba umieć starać się
Krótki sen
znów wyostrzył postrzeganie

Ile słowa ważyć będą gdy spotkamy się tam
gdzie ktoś dawno temu stwierdził
że to miejsce zmieni nas

W swoim czasie wszystko płynie i zabiera także nas
Poszukiwać wspólnej drogi
to nasze role to nasza gra

Ostatecznie
odnajdziemy się po latach
Nasze drogi
jeszcze kiedyś przeplotą gdzieś
Odpłyniemy
kiedyś może w jakąś siną dal
Choć mijamy
co dnia

Ile słowa ważyć będą gdy spotkamy się tam
gdzie ktoś dawno temu stwierdził
że to miejsce zmieni nas

W swoim czasie wszystko płynie i zabiera także nas
Poszukiwać wspólnej drogi
to nasze role to nasza gra

Kolejny tajemny znak do odczytania
dla mnie i dla ciebie znak do ukrywania
Przemilczana miłość ma być zapomniana
jakby nigdy jej nie było
a wciąż tu jest

Szukamy czekamy
Szukamy powrotu
Szukamy czekamy
Szukamy powrotu
Prawda zapada głęboko jak skarb
Dwanaście godzin
Połowa sensu
Pojednanie

Nie skracaj dróg
nie wejdziesz znów
Do rzeki która płynie tu
Wolniej idź
Spiesz się mniej
Już świat nie stoi w miejscu

Dlaczego czas
nie chodzi nigdy spać
odmierza nam wszystkie drogi

Szukamy czekamy
Szukamy powrotu
Szukamy czekamy
Szukamy powrotu
Prawda zapada głęboko jak skarb
Dwanaście godzin
Połowa sensu
Pojednanie

Nie chcę dziś nazywać nic
boję się że zniknie

Sparaliżuj mnie
jak polar ciepłym ciągiem słów
Długich nut
swobodnym wybrzmiewaniem
Gdy reguł brak
coraz mniej doskwiera nam
Daj mi brak
Abym mogła działać

Dzisiaj tu
nie potrzebuję zmieniać nic
Dzieje się wiele samo poza mną
Choć dobrze wiem
Ile z siebie trzeba dać
w zamian za szczęśliwe przypadki

Obezwładniaj mnie czułością
Paraliżuj uważnością
Proszę oswój mnie
Uznaj tylko to co jest
Chciej być blisko

Nie pytaj mnie
jak funkcjonuje ten świat
Jedno wiem
że my jesteśmy tacy sami
Tacy sami…

… i nie potrzebuję zmieniać nic
Dzieje się wiele samo poza mną

Nie zasypiaj, nie zasypiaj,
nie zasypiaj w popiele
Dymnych zasłon, dymnych zasłon
nie odpalaj w mą
stronę
Potrzebuję, ja potrzebuję jak polar ciepłych słów
Oswojenia
Ukojenia
Twoich czułych ust

I need a part of you
On ownerless ground
I need a point of support
In my torn state of mind
I need your hand
You can save me from what
I want to get back to haunts
That have been hunting me
I can go right
You can go to the other side
Oh in the meantime
Please save my heart from oblivion so that
I will always and always be yours
I want to sing to you
All songs I know
I want to get back to all hunts
Comparable to you
Love is hard to find
But love is not easy
To lose my dear
That is the reason why
We still here
Love is hard to find
But love is not easy to lose
I can go right
You can go to the other side
Oh in the meantime
Please save my heart from oblivion so that
I will always and always be yours
I need a part of you